- No nie, co teraz będzie? - zapytałam.
Uznałyśmy, że poczekamy chwilę. I tak miałyśmy wychodzić dopiero o 15:30. Ale nasz przyjaciel deszcz trochę się przedłużył. Godzina 17:00 - idziemy na wrotki.
- Wątpię w to, że w ogóle zdążymy tam objechać - rzekła moja towarzyszka.
Przyznałam jej rację, ale co tam... My nigdy nie tracimy nadziei! I jedziemy! Słońce góruje, omijamy coraz to różniejsze pola, bo warto wspomnieć, że mieszkam na wsi, a do miasta mam daleko. Jednak wrotki i wieś to całkiem niezłe połączenie...
Z wiatrem we włosach jedziemy przed siebie.
- Jak już przejedziemy do skrzyżowania pojawi się chodnik - powiedziałam - więc to będzie sukces i możemy w końcu zacząć tam jeździć!
- Dokładnie, ale super!
I tak oto jeździmy, usuwając się czasem przejeżdżającym samochodom, już czujemy to szczęście, że wszystko się uda, gdy nagle... Z całej nostalgii wybudza nas szczekanie.
Stwierdziłyśmy, że to pewnie piesek przywiązany na smyczy lub w swoim domku. Jednak nie. Przejeżdżające przed nami auto ułatwiło nam sprawę. Pies dosłownie rzucił się w pogoń za samochodem, szczekając przerażająco.
- Jednak chyba wolę się tam nie pchać - uznała jedna z nas.
- Ale może ten pies ucieknie, nie możemy pozwolić na to, aby zniszczył nam plany! - odpowiedziała druga.
- No wiem, ale jeśli ma nas pogryźć to...
- Wiem, wiem.
Po wielu próbach i podejściach jednak nic z tego. Zrezygnowane zakręciłyśmy i jechałyśmy do domu. Szczerze mówiąc, było nam strasznie przykro. I tak jedziemy, gdy nagle odwracam się w prawo...
- Zobacz! - krzyknęłam - Tu jest jakaś boczna droga, ona była tutaj przez cały czas?
- Jeju... nawet nie wiem co to. Ale możemy spróbować tam pojechać, zobaczymy, gdzie prowadzi.
My - rządne przygód udałyśmy się w tamtą stronę. Droga była wąska, ale jechałyśmy dalej i dalej. To nie było takie łatwe! Nowa okolica, co w ogóle się dzieje?! I wtedy stało się to. Okazało się, że ta droga to objazd i nią także dojedziemy na chodniczek. Radość nie miała końca. Przecież to był cud, bo.. bo tej drogi nawet nie było!
I w końcu dojechałyśmy.
- No to teraz jedziemy do miejsca docelowego! -uznałam.
Naszym miejscem docelowym był plac zabaw na przedmieściach. Stwierdziłyśmy, że przećwiczymy tam choreografię i będzie fajnie! Jednak jeszcze jedną stacją był sklep. Musiałyśmy się posilić i kupiłyśmy pyszne sok jabłkowy, chrupki (których nie chciało nam się jeść) i lody. Ożywione jechałyśmy dalej, a koła omijały coraz to inne przeszkody - kamienie, gałęzie i piasek, mimo, że był to chodnik.
- No dobra, jest już 19:00, słońce zaraz zajdzie, a my nawet nie dojechałyśmy! - powiedziała któraś.
Wymieniłyśmy spojrzenia. Ani jedna nie miała zamiaru nawracać. I tak oto dojechałyśmy do miejsca docelowego! Może i nie przećwiczyłyśmy choreografii, bo jednak było już późno, ale satysfakcja była.
Droga powrotna zleciała nam szybciej. Gdy zdjęłyśmy kaski wyglądało to tak, jakby ktoś wylał na nas kubeł wody. Ale co tam, warto było! W drodze towarzyszył nam piękny zachód słońca i niebo, które tego dnia było bardzo urokliwe. Świat wydawał się piękniejszy. Przejechałyśmy około 15 kilometrów. Dla niektórych będzie to dużo, dla innych mało. Dla nas była to duża suma i z chęcią powtórzymy to jeszcze raz!
Mam nadzieję, że taki format postów także Wam się spodoba. Jest to historia oparta na faktach! Koniecznie dajcie znać, czy chcecie więcej wakacyjnych historii i komentujcie! Pozdrawiam!




Bardzo podoba mi się ten post i w jakiej formie go napisałaś :)
OdpowiedzUsuńJako pierwsze rzuciło mi się w oczy to kolor wrotek, prześliczny! Później idealnie głaski asfalt. Czy mogą być lepsze warunki do zwiedzania świata? Dobrze piszesz, chcemy więcej, pisze w formie mnogiej gdyż czytam z koleżanką.
OdpowiedzUsuńOjj niestety wrotki to zdjęcie z internetu, jednak mam troszkę bardziej różowe! Pozdrawiam :)
Usuńa mnie do szału doprowadzają bezmyślni właściciele takich szczekających dziamot !!! puszczone same sobie - tak nie powinno być żeby ludzie bali się psów
OdpowiedzUsuńDokładnie, też tak sądzę.
UsuńFajna historia i w dobrej formie napisana. Przyjemnie się czytało.
OdpowiedzUsuńDzięki!
UsuńBardzo przyjemnie się czyta😉
OdpowiedzUsuńsama swojego czasu zasuwałam non stop na rolkach, na wrotkach jakoś nigdy nie miałam okazji. mój rekord był 44km na rolkach bez przygotowania, niestety źle się to na mnie obiło!
OdpowiedzUsuńmasz świetnego bloga!
Ja zdecydowanie wolę wrotki niż rolki i planuję zakup. Ja przez takiego psa mało co nie byłam pogryziona i stąd moja nie chęć do psów.
OdpowiedzUsuńWspółczuję co do psa. Koniecznie kup wrotki!
UsuńBardzo fajny styl pisania :) Podoba mi się!
OdpowiedzUsuńPięknie napisane. Sama chciałabym mieć rolki lub wrotki, ale przyznam, że nie umiem jezdzic w ogóle :<
OdpowiedzUsuńWszystkiego można się nauczyć! Na pewno dasz radę :)
UsuńSuper historia :D
OdpowiedzUsuń